<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=August> 
<author_1=Adolf Rudnicki>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1952>
<month=10>
<date=1952-10-26>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Przyszed jaki czas temu, rozejrza si po trybunach, spyta czy miejsce obok mnie wolne i usiad, pooywszy sobie teczk, suto wypchan na kolanach; by moe e wyrwa si z zajcia, ukrad dwie godziny, by obejrze dzisiejsze zawody. Mg mie trzydzieci dwa, trzy lata, spojrzenie mia bystre. Nie wyrzek dotd ani sowa, tak, e zmczy mnie; trybuny nie s dla milczkw; przeciwnie jest to miejsce, gdzie si czuje i myli rykiem, ryk bezporednio kontaktuje z uczuciem (cho ludzkie sowo trafia si tu take niekiedy). Lecz aby rykn, trzeba koniecznie mie zaplecze.
Storturowany milczeniem, serce we mnie ywiej zabio, gdy naraz zobaczyem znajomego aktora. Przepycha si rodkiem awek, odprowadzany wilczymi spojrzeniami i uwagami, gdy na boisku stale si co dziao. Przepycha si z jednego koca trybun w drugi w poszukiwaniu miejsca dla swego rozrzutnego ogromnego ciaa, ale miejsca nigdzie nie byo. Litujc si nad sob i nad nim przywoaem go i cienilimy si; aktor usiad po mojej prawej stronie. Ssiad z lewej strony posun si take, nadal jednak nie uroni sowa. Wzmocniony obecnoci bliskiej istoty ludzkiej omieliem si wreszcie wystpi z pierwszym zdaniem do Surowego.
 Ten tor przeszkd  rzekem.
Nie rozpoczynaem zdania by je koczy. Byem po prostu zmczony milczeniem.
 Co, tor przeszkd?  spyta nadspodziewanie mikko.  Mwi  cignem pod spojrzeniem jego wspaniaych oczu  mwi e ten tor przeszkd to co nowego na naszych bieniach.  Tak, to nowa konkurencja  potwierdzi.  Nowa konkurencja  cignem. Ale moe za duo nawalili na jeden raz, co?  By moe  umiechn si.  No c  odzywa si mj ssiad z prawa, aktor.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>